Strony
3 lutego 2017
Gorzkie żale.
Każdego ranka ledwo co otworzę oczy, i gdy już odprawie męża z kanapkami do pracy, zasiadam spokojnie przy herbatce i przeglądam Facebooka. Tak jestem od tego uzależniona. Przyznaję się bez bicia. Do obiadu jeszcze daleko. Spać się już nie chce. Nową ramówkę TVNu oglądałam już chyba z tysiąc razy. Więc do zabicia nudy - Facebook i inne instagramy są lepsze niż "nicnierobienie".
Więc przeglądam i przeglądam - co z tego, że herbata już dawno zimna. Zrobimy sobie następną. Świecie co tam u Ciebie ciekawego ? A no tak.. Zosia była na imprezie. Aha, fajnie. Jacek oświadczył się Ali - no fajnie, a Ola jest chyba w ciąży, bo coś grubo wygląda. Na pewno jest w ciąży. Ta zaś na insta jedno i to samo... Zaś te konkursy, ta ma nowe paznokcie.. no szał. Same nowości. Jak kobieta może z takiego 'pewnego' źródła zrezygnować? No jak ? Trzeba zaraz napisać do Basi, wyciągnąć co nieco od niej, by potwierdzić przypuszczenia o ciąży Oli. Poplotkować przy okazji o tym, a i o tym ! - ale wiecie tak delikatnie.
Boże - my kobiety jesteśmy na prawdę okropne ! A w dodatku narzekamy na swoich mężów czy partnerów bo to oni plotkują. My jesteśmy znacznie gorsze, tym bardziej jeśli ma się wspólnego 'wroga', ale o tym innym razem.
Chciałam dziś napisać o czymś równie dziwnym i czasami bardzo oczywistym - z tym czymś się już spotkałam i to nie raz jako ciężarna i jako osoba trzecia. Ale co sytuacja to widocznie inaczej się musi zakończyć.
Chodzi mi o 'przywileje ciężarnej'. Jest coś takiego ? Bo ja ich nie znam .. To kobiety w ciąży sobie je narzucają. A potem z pretensjami na cały świat.. Co się tak na prawdę nam, ciężarnym należy ? Zaznaczam, że to przecież nie jest choroba, (tak tak - to już przerabialiśmy wczoraj). Należy się coś wgl ? Bo, to że mąż czy partner przynosi nam śniadania do łóżka przez pierwszy miesiąc po zrobieniu testu ciążowego to żaden przywilej. Robi to tylko i wyłącznie bo :
1. Cieszy się.
2. Woli przynieść niż potem słuchać zażaleń.
3. Ma czas i chęci. (nie którzy mężowie przecież pracują)
Jeśli Wasz mąż przez całą ciążę przynosi Wam śniadania, robi obiadki i pichci kolację, to albo wygraliście w totka i siedzi cały czas w domu, albo mąż jest bezrobotny. Nie powiem mój mąż złym mężem nie jest. Ale to On pracuje - a ja będąc na L4 robię mu te wszystkie pyszności na śniadanie czy obiad, a On w weekend odpłaca mi się tym samym. O taki mamy nasz podział. I powiem Wam, że jego sobotnie czy niedzielne śniadania to mistrzostwo! W tygodniu nie oczekuję, że ma wstać wcześniej przed pracą i lecieć po bułki, żeby mi łaskawie zrobić kanapeczki z ogórkiem bo uwaga ! 'Miś bo wiesz Malutki by zjadł to i to'. Zachcianki, zachciankami. Ale niech się mąż wyśpi, przyjdzie z pracy. Na wieczór zawsze można go jeszcze wykorzystać do czegoś ;) i nawet te kanapeczki zrobi jak skończy 'karierę' w Fifie17.
Znamy jeszcze jakieś przywileje ? Hmm.. pierwszeństwo w kolejkach w sklepie ? Tu sytuacja zależy od kilku czynników. Sklepu, otoczenia, widoczności brzucha (w okresie letnim brzuszki ciążowe są bardziej widoczne niż pod grubą kurtka w zimie) i przede wszystkim od ludzi ! My jako ciężarne za dużo sobie wyobrażamy. "Wczoraj Kaśkę ktoś przepuścił w kolejce w sklepie bo jest w ciąży" Ok. Super. Ale to nie znaczy, że każdego tak przepuszczają bo ma brzuszek. I właśnie w taki sposób, bo ktoś nie ustąpił pierwszeństwa ciężarnej zaczynają się gorzkie żale. - "bo on mnie nie puścił, a przecież jestem w 6 miesiącu ciąży". Straszne! Trzeba się wyżalić na fejsie .. a może ten ktoś uznał, że kobieta po prostu jest grubsza? Co innego też jeśli przed nami stoją w kolejkach starsi ludzie w podeszłym wieku - to chyba najgorsza możliwa opcja. Takie stare baby to Cię jeszcze powyzywają, że młoda, że się puszcza, że leci na 500+. No biedne mohery.. same by chciały, a już się nie załapią.
Jeśli przed nami są młodsze osoby (max do 35-40 lat) jest cień szansy, że właśnie te osoby nas puszczą. Co innego osoby, które są dobrze wychowane (tak, zdarzają się i takie) i same od siebie przepuszcza Cię albo pani kasjerka sama zawoła. Natomiast dorosłe osoby różnie to z nimi jest. Zazwyczaj każdy się śpieszy i nikt w kolejkach długo stać nie lubi. Spore prawdopodobieństwo jest też wtedy, gdy osoby przed nami same kiedyś były w ciąży i wiedzą jak to jest w końcówce ciąży. Szczerze, to też wszystko zależy od stanu zdrowia ciężarnej. Są takie co całą ciążę przechodzą bez problemowo i nie przeszkadza jej że postoi 5min dłużej przy kasie. Są też takie, które w późniejszych etapach ciąży narzekają na bóle krzyża, i zamiast wysłać męża do sklepu same lecą. Też są takie co specjalnie chcą awanturę w sklepie zrobić i walczyć o swoje pierwszeństwo. Czasami nawet jeśli kolejka to tylko dwie osoby, a ta już sapie, bo "w ciąży jest" . Te ostatnie Brzuchatki to chyba najgorsze - humorki nam dopisują w ciąży, ale to nie znaczy, ze musimy się wyładowywać na biednym panu, który kupuję tylko bułki czy masło. A może ten Pan też ma taką tykającą bombę w domu ? I borok w sklepie jeszcze zostaje prześladowany przez ciężarną.
Kolejki w przychodniach lub gabinetach lekarskich. Oj zdarzają się. To mnie dziś zainspirowało. Dziewczyna wrzuciła na grupę dla mam zdjęcie kolejki i na ławce na pustym miejscu gazety leżały. No ale wiecie te gazety takie zmęczone, że muszą tam być. W późniejszych komentarzach gazety rezerwowały miejsce innej kobiecie. Dostały cudownej mocy chyba. Gdybym ja była na miejscu tej ciężarnej i widziała taki syf - wybaczcie, ale śmieszy mnie cała ta sytuacja. Wzięłabym gazety położyła gdzieś i kazała się przesunąć. To nie komuna jakaś czy autobus w drodze do szkoły, że się zajmuje miejsce komuś. No sory. Ale lepiej zrobić zdjęcie i wrzucić na taką grupę, niech inne widzą jakie to ja mam dziś problemy.
Czasami, aż ręce opadają gdy się coś takiego widzi.. na świecie są gorsze problemy niż gazety zajmujące miejsce siedzące ciężarnej. Nie wiem w jakim celu dodała to zdjęcie. Mieliśmy jej współczuć, że woli stać, niż siąść tam gdzie leżały te gazety? Czy może wspierać ją duchowo i mówić co teraz ma zrobić jak w instrukcji - "Podejdź do ławki. Zabierz gazety. Usiądź. Brawo!" Pomyślicie sobie o mnie - mądrala.. jaka cwana. A co byście zrobiły na jej miejscu? Stały jak kołki bo gazety muszą sobie poleżeć ? Ja na pewno nie.
Inna sytuacja, ale podobna. Nie wiem jak u innych jest, ale w mojej przychodni gdy ciężarna idzie oddać krew do gabinetu ma pierwszeństwo. Nawet na drzwiach kartka wisi - jest widoczna dla każdego. Gdy idę z rejestracji na górę oddać tą nieszczęsna krew, nie obchodzi mnie, że jest kolejka. Widzę kartkę na drzwiach "kobiety w ciąży wchodzą po za kolejnością" Uśmiecham się tym wkurwionym już starym babom, które widzą mój piękny zaokrąglony brzuszek, który dumnie pokazuję. Mówię grzecznie ''dzień dobry, teraz ja wejdę do gabinetu jak ktoś wyjdzie" pokazując na brzuch. I nie obchodzi mnie ich reakcja. Ktoś pod nosem burknie - niech sobie burknie. Co innego gdyby tego pierwszeństwa nie było. Wtedy grzecznie bym poczekała na swoją kolej. Może ktoś miły by mnie przepuścił, kto wie. Ale skoro jest coś takiego to dlaczego mam nie skorzystać ? Chociaż jeden przywilej który mnie aktualnie dotyczy.
Nie rozumiem kobiet, które tak jak ta dziewczyna z grupy woli stanąć z boku i czekać. My ciężarne wcale nie jesteśmy gorsze. Nie rozumiem i chyba nigdy nie zrozumiem takich dziewczyn..
2 lutego 2017
Słowem o ..
Jestem na pewnej grupie dla przyszłych mam na znanym portalu społecznościowym. Dziś patrzę, pewna laska skarży się, że wyszły jej rozstępy. No świat się zawalił. Boże co teraz. Przecież się smarowałam - miało ich nie być.
Powiem Wam, że teraz jak widzę takie posty, albo słyszę takie teksty z ust kobiet, które są w pierwszej ciąży to chce mi się śmiać ! Serio. Sama jestem pierworódką. Faktem jest, że nie mam idealnej figury. Mam trochę więcej cm w biuście i w biodrach. Mojemu mężowi jak najbardziej to pasuje i mi samej również. W ciąży wiadomo, że przybiera się na wadze. To całkiem normalne zjawisko. Nie które kobiety przybiorą tylko 5-7kg, nie które z 10, 15, a nawet i 20 parę kilo. Zależy to głównie od nas samych, trybu życia, dzidziusia w brzuchu, ilości płynu wód, krwi itp itd. Ale wracając do tych nieszczęsnych rozstępów. Najgorsze jest pierwsze 5 minut, gdy się je zobaczy. Panika. Strach. Gniew - ale na kogo się tu złościć ? Przecież nikt nie zaraża rozstępami. Nikt też nie ma cudownych mocy, żeby na kogoś urok rzucić. Nawet modlitwa tu nic nie pomoże. Trzeba je zaakceptować - nic innego nie zostaje, a po ciąży zadbać o siebie i liczyć na szczęście, że wyblakną i nie będą bardzo widoczne. A na basen zawsze można ubrać strój jednoczęściowy niż piękne bikini.
Przykład mój:
Tak, mam rozstępy i co w tym takiego strasznego ? Fakt, gdy zobaczyłam pierwszego w 28 tc nie ucieszyłam się, ale zaakceptowałam "dziada". Chciałam mieć dziecko ? Tak, chciałam. I ważniejsze jest dla mnie czy Młody jest zdrowy, niż ten jeden nie proszony kolega. Co z tego, że smarowałam się przed ciążą regularnie, a w czasie ciąży to nawet 3-4 razy dziennie droższymi kosmetykami. Jeśli mają wyjść to i tak wyjdą. Takie nasze geny, a tego niestety nie da się już oszukać. W 32tc (chyba) mój jeden rozstęp postanowił się w cudowny sposób powiększyć. Było mi cholernie smutno. Ale płakać z tego powodu przecież wiecznie nie będę. Mąż cały czas powtarza, że nawet z tymi rozstępami jestem piękna.
Ciąża ma swoje dobre strony i te złe - a my kobiety chcemy widzieć tylko te dobre strony. Taka jest prawda. Najgorsze co można powiedzieć kobiecie w ciąży to cztery słowa : "Ciąża to nie choroba" . Nie wiem jak inne Brzuchatki, ale mnie to zdanie denerwuje.
Faktycznie to choroba nie jest, jest to cudowny czas dla kobiety i jej partnera. Przygotowuje do przyjścia najcudowniejszego skarbu jakim jest dziecko. Można się wiele nauczyć.
Ale dlaczego wciąż mówi się, że to "piękny, cudowny czas" .. A te wszystkie bóle, mdłości ? Opuchnięte dłonie czy nogi ? O tym się głośno nie mówi, a powinno się.
Aktualnie jestem w 9 miesiącu ciąży. Założenie skarpetek na stopy to nie lada wyczyn, nie wspominając już o butach. Mój słodki ciężar, który noszę w brzuszku - czasem mam wrażenie, że mój brzuch to jeden wielki worek ziemniaków. Najgorzej jest w nocy przewrócić się z boku na bok. (Tu w tym miejscu współczuję wszystkim ludziom którzy mają nadprogramowe kilogramy.)
Mówiłam już o wstawaniu do ubikacji czasem nawet 4-5 razy w nocy ? Nie zapominając też o drętwieniu nóg i skurczach. A poród ? Tak - to też baaardzo przyjemna przygoda na porodówce, niekiedy wśród bardzo wrednych lekarzach.
Więc mogę śmiało powiedzieć, że rozstępy przy tych wszystkich innych "minusach", które towarzyszą w ciąży to pikuś. Decydując się na ciążę trzeba swoje przejść. Po porodzie Maleństwo wszystko wynagradza (tak mówią). Ja to się cieszę, że jestem w ciąży. A rozstępy będą mi przypominać o tym pięknym macierzyństwie.
Mogę się pochwalić - mam już drugą super moc - JESTEM TYGRYSEM <3
Powiem Wam, że teraz jak widzę takie posty, albo słyszę takie teksty z ust kobiet, które są w pierwszej ciąży to chce mi się śmiać ! Serio. Sama jestem pierworódką. Faktem jest, że nie mam idealnej figury. Mam trochę więcej cm w biuście i w biodrach. Mojemu mężowi jak najbardziej to pasuje i mi samej również. W ciąży wiadomo, że przybiera się na wadze. To całkiem normalne zjawisko. Nie które kobiety przybiorą tylko 5-7kg, nie które z 10, 15, a nawet i 20 parę kilo. Zależy to głównie od nas samych, trybu życia, dzidziusia w brzuchu, ilości płynu wód, krwi itp itd. Ale wracając do tych nieszczęsnych rozstępów. Najgorsze jest pierwsze 5 minut, gdy się je zobaczy. Panika. Strach. Gniew - ale na kogo się tu złościć ? Przecież nikt nie zaraża rozstępami. Nikt też nie ma cudownych mocy, żeby na kogoś urok rzucić. Nawet modlitwa tu nic nie pomoże. Trzeba je zaakceptować - nic innego nie zostaje, a po ciąży zadbać o siebie i liczyć na szczęście, że wyblakną i nie będą bardzo widoczne. A na basen zawsze można ubrać strój jednoczęściowy niż piękne bikini.
Przykład mój:
Tak, mam rozstępy i co w tym takiego strasznego ? Fakt, gdy zobaczyłam pierwszego w 28 tc nie ucieszyłam się, ale zaakceptowałam "dziada". Chciałam mieć dziecko ? Tak, chciałam. I ważniejsze jest dla mnie czy Młody jest zdrowy, niż ten jeden nie proszony kolega. Co z tego, że smarowałam się przed ciążą regularnie, a w czasie ciąży to nawet 3-4 razy dziennie droższymi kosmetykami. Jeśli mają wyjść to i tak wyjdą. Takie nasze geny, a tego niestety nie da się już oszukać. W 32tc (chyba) mój jeden rozstęp postanowił się w cudowny sposób powiększyć. Było mi cholernie smutno. Ale płakać z tego powodu przecież wiecznie nie będę. Mąż cały czas powtarza, że nawet z tymi rozstępami jestem piękna.
Ciąża ma swoje dobre strony i te złe - a my kobiety chcemy widzieć tylko te dobre strony. Taka jest prawda. Najgorsze co można powiedzieć kobiecie w ciąży to cztery słowa : "Ciąża to nie choroba" . Nie wiem jak inne Brzuchatki, ale mnie to zdanie denerwuje.
Faktycznie to choroba nie jest, jest to cudowny czas dla kobiety i jej partnera. Przygotowuje do przyjścia najcudowniejszego skarbu jakim jest dziecko. Można się wiele nauczyć.
Ale dlaczego wciąż mówi się, że to "piękny, cudowny czas" .. A te wszystkie bóle, mdłości ? Opuchnięte dłonie czy nogi ? O tym się głośno nie mówi, a powinno się.
Aktualnie jestem w 9 miesiącu ciąży. Założenie skarpetek na stopy to nie lada wyczyn, nie wspominając już o butach. Mój słodki ciężar, który noszę w brzuszku - czasem mam wrażenie, że mój brzuch to jeden wielki worek ziemniaków. Najgorzej jest w nocy przewrócić się z boku na bok. (Tu w tym miejscu współczuję wszystkim ludziom którzy mają nadprogramowe kilogramy.)
Mówiłam już o wstawaniu do ubikacji czasem nawet 4-5 razy w nocy ? Nie zapominając też o drętwieniu nóg i skurczach. A poród ? Tak - to też baaardzo przyjemna przygoda na porodówce, niekiedy wśród bardzo wrednych lekarzach.
Więc mogę śmiało powiedzieć, że rozstępy przy tych wszystkich innych "minusach", które towarzyszą w ciąży to pikuś. Decydując się na ciążę trzeba swoje przejść. Po porodzie Maleństwo wszystko wynagradza (tak mówią). Ja to się cieszę, że jestem w ciąży. A rozstępy będą mi przypominać o tym pięknym macierzyństwie.
Mogę się pochwalić - mam już drugą super moc - JESTEM TYGRYSEM <3
1 lutego 2017
Dwa w jednym.
Od jakiegoś czasu - mieszkamy na dwa domy z mężem. Mianowicie pierwszy dom - nasze mieszkanie. Drugi dom - dom moich rodziców. Ubrań troszkę mamy tu i tu, z naciskiem większym na mieszkanie - wiadomo. Spytacie dlaczego ? Otóż. Mąż pracuje od rana do 15-16, różnie. A ja, że jestem bliska porodu - bym nie była sama postanowiliśmy na ten czas pomieszkać u moich rodziców. Pół biedy, że nie u moich teściów, haha. Wtedy to na pewno Młody byłby wcześniakiem.
Mieszkanie na dwa domy nie jest złe - mamusia robi obiadki, tata pali w piecu, a my z Maleństwen leżymy do góry brzuchem. Wróć. Pomagam mamie przy obiedzie ;)
W tygodniu jesteśmy u mamy, a w weekendy u siebie. To dobre rozwiazanie. Nie chcę być sama jeśli się "to" zacznie. Co prawda torba do szpitala już dawno spakowana. Wiec tylko wystarczy wpakowac do auta i jechać. Wyprawka też już dawno kompletna - aż nadto ! To jednak ciągle mam wrażenie, że czegoś dalej mi brakuje. Fakt - brakuje tego małego Maleństwa.
Jest we mnie jakiś dziwny niepokój .. sama nie wiem dlaczego. Stresuję się to pewne. Z każdym dniem coraz bardziej. Mam nadzieję, że jeszcze wytrzymam te całe 4 tygodnie. Bardzo bym chciała !
Synku, bądź grzeczny i siedź jeszcze w brzuszku :*
Mieszkanie na dwa domy nie jest złe - mamusia robi obiadki, tata pali w piecu, a my z Maleństwen leżymy do góry brzuchem. Wróć. Pomagam mamie przy obiedzie ;)
W tygodniu jesteśmy u mamy, a w weekendy u siebie. To dobre rozwiazanie. Nie chcę być sama jeśli się "to" zacznie. Co prawda torba do szpitala już dawno spakowana. Wiec tylko wystarczy wpakowac do auta i jechać. Wyprawka też już dawno kompletna - aż nadto ! To jednak ciągle mam wrażenie, że czegoś dalej mi brakuje. Fakt - brakuje tego małego Maleństwa.
Jest we mnie jakiś dziwny niepokój .. sama nie wiem dlaczego. Stresuję się to pewne. Z każdym dniem coraz bardziej. Mam nadzieję, że jeszcze wytrzymam te całe 4 tygodnie. Bardzo bym chciała !
Synku, bądź grzeczny i siedź jeszcze w brzuszku :*
Jeszcze +/- 4 tygodnie.
Jutro zaczynam 35 tydzień ciąży.
Mam lekkiego stracha jeśli chodzi o poród.
Nie no, tak serio - mam mega stracha :(
Mam lekkiego stracha jeśli chodzi o poród.
Nie no, tak serio - mam mega stracha :(
Kamień z serca !
Pamiętacie jak długo się cieszyłam moją obrączką ?
Niecałe 1,5 miesiąca ją miałam i przepadła.
Beczałam, szukałam i szukałam i nic.
Już się chyba pogodziłam z tym, że jej nie ma.
W sumie, to tylko obrączka, prawda ?
Obrączka - symbol miłości i wierności ...
taa... Mąż był tak zły.. ale z czasem sam mnie pocieszał.
Nawet obiecał, że jak się Młody urodzi to kupi mi nową.
Kochany !
Z racji tego, że Młody jeszcze w brzuchu,
ale ubrań to ma więcej niż ja, to musiałam
zrobić porządek w mojej wielkiej szafie z lustrem.
Zabierałam się do tego ponad miesiąc. Serio.
Sprzątać to ja nie lubię - wolę coś ugotować.
Więc czekałam, aż mnie coś natchnie.
Oglądając rano Dzień Dobry TVN
natchnął mnie reportaż o świętych.
Pomyślałam "dobra spróbujemy"
pomodliłam się do św. Antoniego
i udałam się do mojej wielkiej szafy.
Szafa jest dość spora, 3 częściowa,
gdy już brałam się za tą ostatnią cześć -
wierzcie mi tak mi się chciało...
Wyrzuciłam z niej wszystko co było
i siedząc na podłodze z wielkim brzuchem segregowałam, układałam ubrania.
Stuknęło coś.. patrzę, a tam moja obrączka !
Leżała gdzieś na dnie szafy zawinięta w ubrania
i czekała na mnie cały ten czas ...
Boże, św. Antonii to jednak genialny pomysł był !
Z tego szczęścia, aż zapomniałam obiad ugotować mężowi :D
ale nie fuczał po mnie, ani nic.
Cieszył się razem ze mną, a mi to banan z twarzy nie schodził przez cały dzień !
Niecałe 1,5 miesiąca ją miałam i przepadła.
Beczałam, szukałam i szukałam i nic.
Już się chyba pogodziłam z tym, że jej nie ma.
W sumie, to tylko obrączka, prawda ?
Obrączka - symbol miłości i wierności ...
taa... Mąż był tak zły.. ale z czasem sam mnie pocieszał.
Nawet obiecał, że jak się Młody urodzi to kupi mi nową.
Kochany !
Z racji tego, że Młody jeszcze w brzuchu,
ale ubrań to ma więcej niż ja, to musiałam
zrobić porządek w mojej wielkiej szafie z lustrem.
Zabierałam się do tego ponad miesiąc. Serio.
Sprzątać to ja nie lubię - wolę coś ugotować.
Więc czekałam, aż mnie coś natchnie.
Oglądając rano Dzień Dobry TVN
natchnął mnie reportaż o świętych.
Pomyślałam "dobra spróbujemy"
pomodliłam się do św. Antoniego
i udałam się do mojej wielkiej szafy.
Szafa jest dość spora, 3 częściowa,
gdy już brałam się za tą ostatnią cześć -
wierzcie mi tak mi się chciało...
Wyrzuciłam z niej wszystko co było
i siedząc na podłodze z wielkim brzuchem segregowałam, układałam ubrania.
Stuknęło coś.. patrzę, a tam moja obrączka !
Leżała gdzieś na dnie szafy zawinięta w ubrania
i czekała na mnie cały ten czas ...
Boże, św. Antonii to jednak genialny pomysł był !
Z tego szczęścia, aż zapomniałam obiad ugotować mężowi :D
ale nie fuczał po mnie, ani nic.
Cieszył się razem ze mną, a mi to banan z twarzy nie schodził przez cały dzień !
Subskrybuj:
Posty (Atom)