19 czerwca 2017

Uśmiechy z rana.

Brak komentarzy:
Czasami sobie myślę, jakby to było bez młodego. Co bym właśnie teraz robiła, pracowała?  Siedziała w domu ? Jakie bym miała marzenia ? Do czego bym dążyła?  Czy byłabym tak samo szczęśliwa jak jestem teraz ?
Milion myśli i to gdyby.. ile z nas tak ma? Czy tylko ja tak myślę ? Czy nie łatwiej żyć teraz i tu ? Tak. Łatwiej.  Nie warto rozmyslac. Wiem na pewno, że nic bym nie zmieniła. Nic, a nic. Cieszę się,że jestem tu, w tym miejscu. Gdyby nie młody, czułabym się nie pełna. Młody wypełnił we mnie to czego nie miałam wcześniej. Jestem bardziej odpowiedzialna. Bardziej slowna. Nie rzucam teraz słów na wiatr. Mam dla kogo wstawać rano. Dla kogo się starać. Może i nie jestem idealną matką, jeszcze dużo przede mną. Często się gubię i czasami o czymś zapomnę. Mimo wszystko dla niego jestem matką idealną. Wiem to. Widzę to w jego oczach, gdy się uśmiecha. Czuję to, gdy się do mnie przytula. Wszystko dla niego zrobię. Więc gdy sobie tak myślę, gdyby było jak... to nie chcę tego wiedzieć. Pasuje mi to jak jest teraz. Mimo tego, że na zawsze jestem wyspana i że nie zawsze mam ładną fryzurę czy makijaż. Jestem szczęśliwą mamą. Uśmiech z rana własnego dziecka wynagradza nieprzespaną noc. Uśmiech młodego jest tak cudowny, że całe zmęczenie mija. Z każdym dniem widzę ile juz umie. Jak się zmienia. Nawet mąż może tu pozazdrościć - bo tylko my mamy - mamy tą możliwość zobaczenia tych wszystkich nowych rzeczy, które nasze maleństwo już umie lub w niedługim czasie zrobi ;)


7 czerwca 2017

Za Siedmioma dolinami ..

Brak komentarzy:
Opowiem Ci bajkę  :
Dawno, dawno temu... Żyła sobie Marysia z chłopakiem. Kochali się. Poznali się w szkole. Chłopak nazywał się Janek. Bardzo kochał Marysie. Szalał za nią. Kupował róże. Ich miłość zaczęła się szybko i trwała przez te lata szkolne. Spędzali ze sobą wszystkie wolne chwile. Każdy im wróżył świetlną przyszłość. Nadszedł czas matury. Byli już ze sobą ponad 3 lata. I wszystko prysło jak mydlana bańka!
Skończyła się szkoła - skończyła się miłość. Szkolna miłość. Czy się im nie układało?  Czy się klocili?  Wiedzą oni sami. Rozeszli się. Może się pogubili ? Kto to wie. Znienawidzili się. Nie chcieli się znać! Nie wiedzac czemu dużo zmajomych opuściło Marysie. Co bardzo ją to smuciło. Prawdopodobnie przez Janka. Minęło trochę czasu.
Marysia poznała Tomka. Tomek był kolegą Janka. Ciężko było. Janek uprzykrzał życie Marysi na różne sposoby. Ona zaś jemu.
Niedlugo potem zaczeła sie spotykać z Tomkiem. Było im razem dobrze. Dogadywali się jak brat z siostrą. Narodziło się uczucie. Zostali parą. Co się stało z Jankiem?  Marysia nie chciała wiedzieć. Już nie pamiętała tego chłopaka. Zakochana w Tomku - spedzała z nim całe dnie. Zwiedzali różne miejsca. Mieli wspólne zainteresowania. Rozmów nie było konca! Nic nie mogło im tego zepsuć! Po niedługim czasie Tomek oświadczył się Marysi. Zamieszkali ze sobą. Byli nie rozłaczni. Niezniszczalni. Rok. Drugi. Trzeci. Nadal się kochali. Wiedzą, że nie mogą bez siebie żyć.
Był ślub? Jasne że był!  I to jaki ! Wielkie wesele, biała suknia. Piękni, młodzi, zakochani. Zabawa do rana! Goście zadowoleni, młoda para w siódmym niebie !
Kilka miesięcy później powitali na świecie swoje pierwsze dziecko. Ukochanego syna. Są szczęśliwi. Żyją jak w bajce. Za górami i za lasami.

Zapytacie co się stało z Jankiem. Zniknął. Nie był nikim ważnym.

Pierwsza miłość nie musi być do końca naszego życia. Czasami jest tylko przygotowaniem to tej prawdziwej miłości. Tej do grobowej deski.
Życzę Wam byście znaleźli tą jedyną i prawdziwą miłość. Tak jak Marysia z Tomkiem.


**imiona przypadkowe.

6 czerwca 2017

Być kochanym to największy sens istnienia!

Brak komentarzy:
Mówią, że pieniądze dają szczęście. Może i prawda, bo pieniądze tylko nas mogą uszczęśliwić. Może i dadzą Ci piękny dom - oczywiście z basenem. Najnowsze sportowe auto, którego wszyscy będą Ci zazdrościć. Nowe buty, ubrania czy biżuterię. Ale czy pieniądze dadzą Ci spokój i ukojenie ? Czy dadzą Ci rodzinny dom?  Cudowne mamine ciasto, które pachnie na całe mieszkanie? Bezinteresowną pomoc sąsiada? A Uśmiech dziecka, który chwyta za serce ? Codzienne radości, o które w tych czasach tak zapominamy ? Małe i duże problemy z jakimi borykają się 'zwykli' ludzie ?
Wątpię. Przez pieniądze czy chęć bogactwa rodziny się rozpadają, dzieci zostają z opiekunami. Coraz częściej sławne życie singla, weekendowe milostki. I potem siedzi taki jak kołek sam w swoim apartamencie. Kto Ci przyniesie ciepłą herbatę z cytryną, gdy złapie przeziębienie? Tak, gosposia. Dzieci popilnuje niania. A żona czy mąż zdradzają na lewo i prawo. Czy tak wygląda szczęście ?

Czasami warto się na chwilę zatrzymać i poprostu cieszyć się chwilą. Nie ważne, który szczur wygra ten cholerny wyścig w życiu. Ważne, by mieć w życiu kogoś, kto sprawia, że kochasz i czujesz się kochany. Nie ważne czy to partner, dziecko, rodzice, przyjaciel czy dziadek. Ważne, że ta osoba jest blisko. Blisko Ciebie.



Ps.  Dziękuję Ci za wspólne 4 lata :*

5 czerwca 2017

Mam nową super moc - Jestem mamą!

Brak komentarzy:
Ostatni post był napisany 3 dni przed wielkim dniem, który odmienił moje życie. Odwrócił o 180 stopni !

Chciałam już wcześniej tu o tym napisać, lecz ten mój upragniony dzień spotkania z moim dzieckiem nadszedł niespodziewanie. Nie byłam na niego przygotowana. Pomyślisz "no głupia" jak można się nie przygotować do dnia porodu ? Ma się na to całe 9 miesięcy !  Serio ? Aż dziewięć ? Może Ty tyle miałaś. Mi nie było dane przeżyć dziewięciu miesięcy i przygotować się psychicznie na ten wielki dzień.

Zaczynamy.
Zaczęłam 35 tydzień ciąży. Do tej pory wszystko wyglądało "ksiażkowo". W piątek wieczorem poczułam się ciut gorzej." Coś mnie bierze!" Pomyślałam. Wzięłam syrop prenalen , nospe i położyłam się obok mojego męża. Noc była straszna. Raz mi było ciepło, raz gorąco. No grypa jak nic. Super. Doszły bóle pleców. Modliłam się by to nie była znów kolka nerkowa.. W sobotę rano ból był nie dowytrzymania, dodatkowo termometr pokazywał 39,8° . Cała płonełam. Minęło 30 minut i już byliśmy na IP w szpitalu. Przyjęli, zbadali, kazali zostać na obserwacji. Położyli na sali, podali leki i kazali czekać.
Znów musiałam leżeć w szpitalu - sama bez męża tylko z maleństwem. Młody kopał ile miał sił w nogach. Ktg wychodziło wzorowe, gorączka spadała w poniedziałek wypis i wychodzę ;)

Z niedzieli na poniedziałek chodziłam siku co 5 minut albo i częściej. Coś było nie halo, bo ciągle chciało mi się siku. Rozmawiałam z jedna bardzo fajną położną - mówiła, że już woła lekarza. Przyszedł. Kazał się ogarnąć i zbada mnie. Zaczęły sączyć mi się wody ! Gdzie przypomnę byłam 35 tc. Na badaniu usłyszałam "zaczęło sie" mamy rozwarcie na 2 palce.
Mogłyście widzieć moją minę. . Pytam czy sobie żartuje czy jak ?! Lekarz spokojnie odpowiedział "chciałbym, spokojnie już wołam ordynatora".
Bałam się. Zaczęłam płakać. Ciągle w myślach miałam "Boże jeszcze nie teraz" ! Strach, przerażenie.. tylko tyle czułam. Po kolejnym badaniu okazało się, że przepływy są wszystkie w normie. Jest ciut mniej płynu, ale z małym wszystko dobrze. Nie umiałam się dodzwonić do męża. Wkurwiałam się, że w takiej chwili może spać ! Jak ja tu siedzę i rodze!  W koncu odebrał, uspokajal ...
Rano o 9 dostałam sterydy na płuca dla Młodego. Boże do tej pory czuję to dziwne mrowienie w posladku. Kroplowka i czekać. Ktg wykluczylo skurcze. Młody chyba posłuchał i uznał, że jeszcze trochę posiedzi. O 11 miałam znów badanie. Było już 4 cm rozwarcia.  Znów płakałam. Położna zmieniając moją kroplowke kazała mi się powoli pakować, że chyba zostanę przewieziona do innego szpitala. Moje oczy już nie nadazaly produkować łez!  Przyszedł ordynator. Mówił, że o 12 przyjedzie karetka po mnie. Mam się nie martwić, lekarze będą próbować podtrzymywać ciąże. Dzwonię do męża. Jak na złość nie odbiera. Wkurwienie i bezradność sięgają zenitu. Nie umiem się spakować. Rycze i rycze. Dodzwoniłam się do mamy. Nie umiałam słowa powiedzieć. Tak bardzo się bałam. Rodzice zdążyli przyjechać przed karetką. Mama pakowała moje rzeczy, a ja modlilam się żeby młody jeszcze siedział w brzuchu. Nie chciałam rodzić. Nie teraz !
Przyjechała karetka, przytulilam mamę i zabrali mnie.
Pojechałam. Po 40minutach byłam już w szpitalu całkiem sama z walizką i czekałam. Nawet nie wiem na co czekałam. Szpital był straszny w porównaniu z moim poprzednim. Proszę Pani * niech Pani wchodzi" Zlitowali się. W gabinecie znów mnie badali, znów robili usg.  Podpinali pod ktg.  Pytali o wszystko milion razy, a ja dalej czułam mój zdrętwiały po zastrzyku tyłek i .. bóle z brzucha!  Teraz już konkretniejsze niż wcześniej. Wyłam z bólu. Skrecalo mnie na tej kozetce. Znów wzięli mnie na "samolot" lekarka szepcze do położnej "wołaj dokrota" i oznajmia mi, że mamy juz 7 cm rozwarcia. Przywieźli mnie na salę podpieli znów pod ktg. Dziewczyny z sali pytały co się dzieje.
Przyjechał mąż ! Boże jak mi serduszko zabiło szybciej ! Znów płakałam opowiadając wszystko mężowi, trzymał mocno za moją rękę. Widziałam strach w jego oczach. Znów pojawiły się te straszne bóle.
Przyszedł też lekarz patrzy na zapis ktg i mówi "kończymy ciąże, tętno dziecka spada, oby nie było za późno. Za 5 minut cesarka, zgadza się Pani? " Tych słów nigdy nie zapomnę.  Nie umiałam nic powiedzieć,  odjelo mi mowę, czułam się jak w jakimś horrorze.. Tak bardzo się bałam. Spojrzałam na męża i już przyszly po mnie położne. Przygotowywały do cc. Cały czas patrzyłam na męża, już nie płakałam - chyba nawet nie miałam czym. Było mi zimno trzeslam się jak galareta!  Nie panowalam nad tym. Lekarze coś do mnie mówili, ale nie pamiętam co. Czułam się jakbym była poza tym wszystkim, że to wszystko się śni.  Przyszedł anestezjolog - tego to zapamiętałam kazał coś podpisać , coś mówił . Próbował zagadywac.  Na sale przywieźli inkubator ! Znów zaczęłam płakać. Nie umiałam się opanować, wyprosili męża. Zaprowadzili na sale operacyjną. Nie zdążyli ściągnąć ze mnie koszulki męża,  którą miałam ubrana. Nie poczułam jak wbijał mi się w kręgosłup. Gadałam tam takie bzdury - że teraz mi wstyd.
"Znieczulenie działa, nic nie czuję". Tyle udało mi sie powiedzieć. Było mi bardzo zimno. Mówiłam by włączyli ogrzewanie. Czułam tylko szarpanie w brzuchu. Jakby mi bebechy wyrywali. Anastezjolog ciągle coś mówił do mnie. A ja odpowiadalam na wszystko. Nadal bardzo się bałam. Czekałam, aż to wszystko się skończy.
Płacz Młodego był najpiękniejszym dźwiękiem. Cieszyłam się jak dziecko gdy go tylko usłyszałam. Tym razem płakałam, ale ze szczęścia. Anestezjolog - Pan z brodą i okularami powiedział, że Młody jest zdrowy. Poczułam wielką ulgę.  Zostałam mamą !

Urodziłam zdrowego chłopca. Ważył 2540g, mierzył 51cm i dostał 9pkt. To był najgorszy, a za razem najpiękniejszy dzień w moim życiu :)

******

Dziś moje maleństwo ma już 4 miesiące (jutro) waży 6120g ma cudowne duże niebieskie oczy, uroczy uśmiech i dziurkę w brodzie jak jego tata. Jestem najszczesliwsza kobietą. Mimo przedwczesnego porodu i mimo tego ciężkiego porodu cieszę się, że tak się skończyło. Nie było mi dane przytulić Młodego zaraz po wyciągnięciu bo był od razu wkladany do inkubatora. Co bardzo mnie boli. Bo podobno to piękne uczucie, ale może przy kolejnym dziecku będę miała taką możliwość :)





3 lutego 2017

Gorzkie żale.

Brak komentarzy:

Każdego ranka ledwo co otworzę oczy, i gdy już odprawie męża z kanapkami do pracy, zasiadam spokojnie przy herbatce i przeglądam Facebooka. Tak jestem od tego uzależniona. Przyznaję się bez bicia. Do obiadu jeszcze daleko. Spać się już nie chce. Nową ramówkę TVNu oglądałam już chyba z tysiąc razy. Więc do zabicia nudy - Facebook i inne instagramy są lepsze niż "nicnierobienie".
Więc przeglądam i przeglądam - co z tego, że herbata już dawno zimna. Zrobimy sobie następną. Świecie co tam u Ciebie ciekawego ? A no tak.. Zosia była na imprezie. Aha, fajnie. Jacek oświadczył się Ali - no fajnie, a Ola jest chyba w ciąży, bo coś grubo wygląda. Na pewno jest w ciąży. Ta zaś na insta jedno i to samo... Zaś te konkursy, ta ma nowe paznokcie.. no szał. Same nowości. Jak kobieta może z takiego 'pewnego' źródła zrezygnować? No jak ? Trzeba zaraz napisać do Basi, wyciągnąć co nieco od niej, by potwierdzić przypuszczenia o ciąży Oli. Poplotkować przy okazji o tym, a i o tym ! - ale wiecie tak delikatnie.
Boże - my kobiety jesteśmy na prawdę okropne ! A w dodatku narzekamy na swoich mężów czy partnerów bo to oni plotkują. My jesteśmy znacznie gorsze, tym bardziej jeśli ma się wspólnego 'wroga', ale o tym innym razem.

Chciałam dziś napisać o czymś równie dziwnym i czasami bardzo oczywistym -  z tym czymś się już spotkałam i to nie raz jako ciężarna i jako osoba trzecia.  Ale co sytuacja to widocznie inaczej się musi zakończyć.
Chodzi mi o 'przywileje ciężarnej'. Jest coś takiego ? Bo ja ich nie znam .. To kobiety w ciąży sobie je narzucają. A potem z pretensjami na cały świat.. Co się tak na prawdę nam, ciężarnym należy ? Zaznaczam, że to przecież nie jest choroba, (tak tak - to już przerabialiśmy wczoraj). Należy się coś wgl ? Bo, to że mąż czy partner przynosi nam śniadania do łóżka przez pierwszy miesiąc po zrobieniu testu ciążowego to żaden przywilej. Robi to tylko i wyłącznie bo :
1. Cieszy się.
2. Woli przynieść niż potem słuchać zażaleń.
3. Ma czas i chęci. (nie którzy mężowie przecież pracują)

Jeśli Wasz mąż przez całą ciążę przynosi Wam śniadania, robi obiadki i pichci kolację, to albo wygraliście w totka i siedzi cały czas w domu, albo mąż jest bezrobotny. Nie powiem mój mąż złym mężem nie jest. Ale to On pracuje - a ja będąc na L4 robię mu te wszystkie pyszności na śniadanie czy obiad, a On w weekend odpłaca mi się tym samym. O taki mamy nasz podział. I powiem Wam, że jego sobotnie czy niedzielne śniadania to mistrzostwo!  W tygodniu nie oczekuję, że ma wstać wcześniej przed pracą i lecieć po bułki, żeby mi łaskawie zrobić kanapeczki z ogórkiem bo uwaga ! 'Miś bo wiesz Malutki by zjadł to i to'. Zachcianki, zachciankami. Ale niech się mąż wyśpi, przyjdzie z pracy. Na wieczór zawsze można go jeszcze wykorzystać do czegoś ;) i nawet te kanapeczki zrobi jak skończy 'karierę' w Fifie17.

Znamy jeszcze jakieś przywileje ? Hmm.. pierwszeństwo w kolejkach w sklepie ? Tu sytuacja zależy od kilku czynników. Sklepu, otoczenia, widoczności brzucha (w okresie letnim brzuszki ciążowe są bardziej widoczne niż pod grubą kurtka w zimie) i przede wszystkim od ludzi ! My jako ciężarne za dużo sobie wyobrażamy. "Wczoraj Kaśkę ktoś przepuścił w kolejce w sklepie bo jest w ciąży" Ok. Super. Ale to nie znaczy, że każdego tak przepuszczają bo ma brzuszek. I właśnie w taki sposób, bo ktoś nie ustąpił pierwszeństwa ciężarnej zaczynają się gorzkie żale. - "bo on mnie nie puścił, a przecież jestem w 6 miesiącu ciąży". Straszne! Trzeba się wyżalić na fejsie .. a może ten ktoś uznał, że kobieta po prostu jest grubsza? Co innego też jeśli przed nami stoją w kolejkach starsi ludzie w podeszłym wieku - to chyba najgorsza możliwa opcja. Takie stare baby to Cię jeszcze powyzywają, że młoda, że się puszcza, że leci na 500+. No biedne mohery.. same by chciały, a już się nie załapią.
Jeśli przed nami są młodsze osoby  (max do 35-40 lat) jest cień szansy, że właśnie te osoby nas puszczą. Co innego osoby, które są dobrze wychowane (tak, zdarzają się i takie) i same od siebie przepuszcza Cię albo pani kasjerka sama zawoła. Natomiast dorosłe osoby różnie to z nimi jest. Zazwyczaj każdy się śpieszy i nikt w kolejkach długo stać nie lubi. Spore prawdopodobieństwo jest też wtedy, gdy osoby przed nami same kiedyś były w ciąży i wiedzą jak to jest w końcówce ciąży. Szczerze, to też wszystko zależy od stanu zdrowia ciężarnej. Są takie co całą ciążę przechodzą bez problemowo i nie przeszkadza jej że postoi 5min dłużej przy kasie. Są też takie, które w późniejszych etapach ciąży narzekają na bóle krzyża, i zamiast wysłać męża do sklepu same lecą. Też są takie co specjalnie chcą awanturę w sklepie zrobić i walczyć o swoje pierwszeństwo. Czasami nawet jeśli kolejka to tylko dwie osoby, a ta już sapie, bo "w ciąży jest" . Te ostatnie Brzuchatki to chyba najgorsze - humorki nam dopisują w ciąży, ale to nie znaczy, ze musimy się wyładowywać na biednym panu, który kupuję tylko bułki czy masło. A może ten Pan też ma taką tykającą bombę w domu ? I borok w sklepie jeszcze zostaje prześladowany przez ciężarną.

Kolejki w przychodniach lub gabinetach lekarskich. Oj zdarzają się. To mnie dziś zainspirowało. Dziewczyna wrzuciła na grupę dla mam zdjęcie kolejki i na ławce na pustym miejscu gazety leżały. No ale wiecie te gazety takie zmęczone, że muszą tam być. W późniejszych komentarzach gazety rezerwowały miejsce innej kobiecie. Dostały cudownej mocy chyba. Gdybym ja była na miejscu tej ciężarnej i widziała taki syf - wybaczcie, ale śmieszy mnie cała ta sytuacja. Wzięłabym gazety położyła gdzieś i kazała się przesunąć. To nie komuna jakaś czy autobus w drodze do szkoły, że się zajmuje miejsce komuś. No sory. Ale lepiej zrobić zdjęcie i wrzucić na taką grupę, niech inne widzą jakie to ja mam dziś problemy.
Czasami, aż ręce opadają gdy się coś takiego widzi.. na świecie są gorsze problemy niż gazety zajmujące miejsce siedzące ciężarnej. Nie wiem w jakim celu dodała to zdjęcie. Mieliśmy jej współczuć, że woli stać, niż siąść tam gdzie leżały te gazety? Czy może wspierać ją duchowo i mówić co teraz ma zrobić jak w instrukcji - "Podejdź do ławki. Zabierz gazety. Usiądź. Brawo!" Pomyślicie sobie o mnie - mądrala.. jaka cwana. A co byście zrobiły na jej miejscu? Stały jak kołki bo gazety muszą sobie poleżeć ? Ja na pewno nie.
Inna sytuacja, ale podobna. Nie wiem jak u innych jest, ale w mojej przychodni gdy ciężarna idzie oddać krew do gabinetu ma pierwszeństwo. Nawet na drzwiach kartka wisi - jest widoczna dla każdego. Gdy idę z rejestracji na górę oddać tą nieszczęsna krew, nie obchodzi mnie, że jest kolejka. Widzę kartkę na drzwiach "kobiety w ciąży wchodzą po za kolejnością" Uśmiecham się tym wkurwionym już starym babom, które widzą mój piękny zaokrąglony brzuszek, który dumnie pokazuję. Mówię grzecznie ''dzień dobry, teraz ja wejdę do gabinetu jak ktoś wyjdzie" pokazując na brzuch. I nie obchodzi mnie ich reakcja. Ktoś pod nosem burknie - niech sobie burknie. Co innego gdyby tego pierwszeństwa nie było. Wtedy grzecznie bym poczekała na swoją kolej. Może ktoś miły by mnie przepuścił, kto wie. Ale skoro jest coś takiego to dlaczego mam nie skorzystać ? Chociaż jeden przywilej który mnie aktualnie dotyczy.
Nie rozumiem kobiet, które tak jak ta dziewczyna z grupy woli stanąć z boku i czekać. My ciężarne wcale nie jesteśmy gorsze. Nie rozumiem i chyba nigdy nie zrozumiem takich dziewczyn..






2 lutego 2017

Słowem o ..

4 komentarze:
Jestem na pewnej grupie dla przyszłych mam na znanym portalu społecznościowym. Dziś patrzę, pewna laska skarży się, że wyszły jej rozstępy. No świat się zawalił. Boże co teraz. Przecież się smarowałam - miało ich nie być.

Powiem Wam, że teraz jak widzę takie posty, albo słyszę takie teksty z ust kobiet, które są w pierwszej ciąży to chce mi się śmiać ! Serio. Sama jestem pierworódką. Faktem jest, że nie mam idealnej figury. Mam trochę więcej cm w biuście i w biodrach. Mojemu mężowi jak najbardziej to pasuje i mi samej również. W ciąży wiadomo, że przybiera się na wadze. To całkiem normalne zjawisko. Nie które kobiety przybiorą tylko 5-7kg, nie które z 10, 15, a nawet i 20 parę kilo. Zależy to głównie od nas samych, trybu życia, dzidziusia w brzuchu, ilości płynu wód, krwi itp itd. Ale wracając do tych nieszczęsnych rozstępów. Najgorsze jest pierwsze 5 minut, gdy się je zobaczy. Panika. Strach. Gniew - ale na kogo się tu złościć ? Przecież nikt nie zaraża rozstępami. Nikt też nie ma cudownych mocy, żeby na kogoś urok rzucić. Nawet modlitwa tu nic nie pomoże. Trzeba je zaakceptować - nic innego nie zostaje, a po ciąży zadbać o siebie i liczyć na szczęście, że wyblakną i nie będą bardzo widoczne. A na basen zawsze można ubrać strój jednoczęściowy niż piękne bikini.

Przykład mój:
Tak, mam rozstępy i co w tym takiego strasznego ? Fakt, gdy zobaczyłam pierwszego w 28 tc nie ucieszyłam się, ale zaakceptowałam "dziada". Chciałam mieć dziecko ? Tak, chciałam. I ważniejsze jest dla mnie czy Młody jest zdrowy, niż ten jeden nie proszony kolega. Co z tego, że smarowałam się przed ciążą regularnie, a w czasie ciąży to nawet 3-4 razy dziennie droższymi kosmetykami. Jeśli mają wyjść to i tak wyjdą. Takie nasze geny, a tego niestety nie da się już oszukać. W 32tc (chyba) mój jeden rozstęp postanowił się w cudowny sposób powiększyć. Było mi cholernie smutno. Ale płakać z tego powodu przecież wiecznie nie będę. Mąż cały czas powtarza, że nawet z tymi rozstępami jestem piękna.

Ciąża ma swoje dobre strony i te złe - a my kobiety chcemy widzieć tylko te dobre strony. Taka jest prawda. Najgorsze co można powiedzieć kobiecie w ciąży to cztery słowa : "Ciąża to nie choroba" . Nie wiem jak inne Brzuchatki, ale mnie to zdanie denerwuje.
Faktycznie to choroba nie jest, jest to cudowny czas dla kobiety i jej partnera. Przygotowuje do przyjścia najcudowniejszego skarbu jakim jest dziecko. Można się wiele nauczyć.
Ale dlaczego wciąż mówi się, że to "piękny, cudowny czas" .. A te wszystkie bóle, mdłości ? Opuchnięte dłonie czy nogi ? O tym się głośno nie mówi, a powinno się.
Aktualnie jestem w 9 miesiącu ciąży. Założenie skarpetek na stopy to nie lada wyczyn, nie wspominając już o butach. Mój słodki ciężar, który noszę w brzuszku - czasem mam wrażenie, że mój brzuch to jeden wielki worek ziemniaków. Najgorzej jest w nocy przewrócić się z boku na bok. (Tu w  tym miejscu współczuję wszystkim ludziom którzy mają nadprogramowe kilogramy.)
Mówiłam już o wstawaniu do ubikacji czasem nawet 4-5 razy w nocy ?  Nie zapominając też o drętwieniu nóg i skurczach. A poród ? Tak - to też baaardzo przyjemna przygoda na porodówce, niekiedy wśród bardzo wrednych lekarzach.

Więc mogę śmiało powiedzieć, że rozstępy przy tych wszystkich innych "minusach", które towarzyszą w ciąży to pikuś. Decydując się na ciążę trzeba swoje przejść. Po porodzie Maleństwo wszystko wynagradza (tak mówią). Ja to się cieszę, że jestem w ciąży. A rozstępy będą mi przypominać o tym pięknym macierzyństwie.
Mogę się pochwalić - mam już drugą super moc - JESTEM TYGRYSEM <3


1 lutego 2017

Dwa w jednym.

Brak komentarzy:
Od jakiegoś czasu - mieszkamy na dwa domy z mężem. Mianowicie pierwszy dom - nasze mieszkanie. Drugi dom - dom moich rodziców. Ubrań troszkę mamy tu i tu, z naciskiem większym na mieszkanie - wiadomo. Spytacie dlaczego ? Otóż. Mąż pracuje od rana do 15-16, różnie. A ja, że jestem bliska porodu - bym nie była sama postanowiliśmy na ten czas pomieszkać u moich rodziców. Pół biedy, że nie u moich teściów, haha. Wtedy to na pewno Młody byłby wcześniakiem.
Mieszkanie na dwa domy nie jest złe - mamusia robi obiadki, tata pali w piecu, a my z Maleństwen leżymy do góry brzuchem. Wróć. Pomagam mamie przy obiedzie ;)

W tygodniu jesteśmy u mamy, a w weekendy u siebie. To dobre rozwiazanie. Nie chcę być sama jeśli się "to" zacznie. Co prawda torba do szpitala już dawno spakowana. Wiec tylko wystarczy wpakowac do auta i jechać. Wyprawka też już dawno kompletna - aż nadto ! To jednak ciągle mam wrażenie, że czegoś dalej mi brakuje. Fakt - brakuje tego małego Maleństwa.

Jest we mnie jakiś dziwny niepokój .. sama nie wiem dlaczego. Stresuję się to pewne. Z każdym dniem coraz bardziej. Mam nadzieję, że jeszcze wytrzymam te całe 4 tygodnie. Bardzo bym chciała !

Synku, bądź grzeczny i siedź jeszcze w brzuszku :*

Jeszcze +/- 4 tygodnie.

Brak komentarzy:
Jutro zaczynam 35 tydzień ciąży.
Mam lekkiego stracha jeśli chodzi o poród.
Nie no, tak serio - mam mega stracha :(




Kamień z serca !

Brak komentarzy:
Pamiętacie jak długo się cieszyłam moją obrączką ?
Niecałe 1,5 miesiąca ją miałam i przepadła.
Beczałam, szukałam i szukałam i nic.
Już się chyba pogodziłam z tym, że jej nie ma.
W sumie, to tylko obrączka, prawda ?
Obrączka - symbol miłości i wierności ...
taa... Mąż był tak zły.. ale z czasem sam mnie pocieszał.
Nawet obiecał, że jak się Młody urodzi to kupi mi nową.
Kochany !


Z racji tego, że Młody jeszcze w brzuchu,
ale ubrań to ma więcej niż ja, to musiałam
zrobić porządek w mojej wielkiej szafie z lustrem.
Zabierałam się do tego ponad miesiąc. Serio.
Sprzątać to ja nie lubię - wolę coś ugotować.
Więc czekałam, aż mnie coś natchnie.
Oglądając rano Dzień Dobry TVN
natchnął mnie reportaż o świętych.
Pomyślałam "dobra spróbujemy"
pomodliłam się do św. Antoniego
i udałam się do mojej wielkiej szafy.

Szafa jest dość spora, 3 częściowa,
gdy już brałam się za tą ostatnią cześć -
wierzcie mi tak mi się chciało...
Wyrzuciłam z niej wszystko co było
i siedząc na podłodze z wielkim brzuchem segregowałam, układałam ubrania.
Stuknęło coś.. patrzę, a tam moja obrączka !
Leżała gdzieś na dnie szafy zawinięta w ubrania
i czekała na mnie cały ten czas ...
Boże, św. Antonii to jednak genialny pomysł był !
Z tego szczęścia, aż zapomniałam obiad ugotować mężowi :D
ale nie fuczał po mnie, ani nic.
Cieszył się razem ze mną, a mi to banan z twarzy nie schodził przez cały dzień !



30 stycznia 2017

Niezniszczalni.

Brak komentarzy:
Z nowym rokiem przyszły nowe wartości. Nie chodzi mi tutaj o postanowienia noworoczne - nigdy za nimi nie przepadałam. Nigdy też nie miałam 'postanowień' - bo po co... miesiąc by minął a z postanowień były by nici... więc nowe wartości? Tak, będę mamą. To moja nowa super moc. Trochę się boję - nie miałam styczności nigdy z pieluchami, pokarmem, bo z dziećmi zawsze miałam i mam styczność. Czasami sobie myślę jak to będzie, czy będę wiedziała co takie Maleństwo w danej chwili chce. Czy podołam takiemu wielkiemu człowiekowi - czy sprawdzę się w nowej roli. Przez głowę przechodzi tysiąc myśli - nawet te związane z porodem. Czy będę wiedziała, że "już czas" ? Czy pójdzie szybko ? Czy to będą najgorsze, a za razem najpiękniejsze chwile dla mnie ? Tak, boję się. Nie ukrywam. Będzie to dla mnie "Nowość". Ale wiem, że dam radę. Będę się wszystkiego uczyć - nawet jeśli trzeba to na błędach. Chcę być najlepszą mamą dla mojego syna!

Mimo, że jest jeszcze w brzuszku - to z każdym dniem kocham Go coraz mocniej. I wiem, że razem w trójkę będziemy niezniszczalni ❤


27 stycznia 2017

Końcówka roku.

Brak komentarzy:

Ostatni wpis jaki tu był - to wpis ze szpitala. Jak było ?
Było źle, ale do przeżycia. Leżałam w sumie 9 dni.
Dostawałam antybiotyki dożylnie, inne doustnie,
by wyleczyć tą kolkę nerkowa. Udało się.
Wróciliśmy z maleństwem do domu.
Byłam tak stęskniona za mężem i za własnym łóżkiem!
Mąż w domu dawał radę - podobno.. Haha.
Przeżył to najważniejsze ;)

***

Pierwsze kopniaczki ? Jej... cudowne uczucie !
Teraz to już wiem, że pojawiły się ciut wcześniej niż myślałam.
To było coś koło 22tc - leżałam po obiedzie
i to nie było mocne kopnięcie - nie nie.
Delikatne muśniecie.
Tak delikatne, że nigdy bym nie powiedziała,
że to właśnie synuś się poruszył.
I tak z każdym nowym dniem Młody ruszał się coraz to mocniej.

Ahh ta pierwsza ciąża.
Mam nadzieję, że kiedyś w drugiej już będę
przygotowana na wszystkie 'atrakcje' związane z maleństwem ;)


***

Grudzień.
Święta, święta i po świętach jak to mówią.
Zleciało szybko.. jakoś 26-28tc coś w tych granicach.
Wyprawką - wyprawką.  Już mieliśmy w połowie kupioną.
Mogę Wam śmiało powiedzieć, że lepiej wcześniej zająć się
zakupami dla Maleństwa, bo gdyby chciało się kupić wszystko
"na raz" musiałabym zarabiać z 6 tyś miesięcznie ...
A tak, to powolutku z każdym tygodniem coś się kupiło.
A jeśli chodzi o zakupy .. to prawda co mówią o matkach -
'matka wariatka' to powinno być moje drugie imię!
Co promocja to szybko www. I zamawiamy.
Tu okazją, tam wysprzedaż. No kiedy jak nie teraz ? -
co chwilę sobie tak mówiłam.
Mąż już krzywo patrzył, gdy dzień w dzień pojawiały się nowe paczki.
A kurierzy mijali się w drzwiach.
"Aż tyle?" - zapytał raz gdy zobaczył cenę bluzki dla młodego..
"Miś to z promocji było" :)

Boże.. gdyby mąż odkrył ile wydałam na ubrania dla Młodego
już dawno byłabym po rozwodzie ! Serio.
Zakupoholiczka to powinno być moje 3 imię ; )


***

Sylwester.

Rok po roku, od 3 lat zawsze byliśmy u brata mojego męża.
Było całe rodzeństwo mojego ukochanego -
siostra z mężem i córkami, oraz młodszy brat z dziewczyną i my,
W tym roku, oczywiście "księżna" - siostra męża uznała,
że mamy iść do nich..
Więc wiecie, było jak było. Bez szału.
Miałam 2 piccolo i dałam radę.





Wielki powrót.

Brak komentarzy:
Powrócilam. Ze mną wszystko dobrze,
z maleństwem również. Mamy już 35 tygodni.
Rany ! Ale to leci !


***


Postaram się tutaj nadrobić.