Już wczoraj ciężko było mi zasnąć. Tym bardziej było ciężko,
kiedy pobudka rano miała być o 5;20. Daliśmy radę. Wstać, wstaliśmy,
Mąż poszedł do pracy, a ja znów nie umiałam zasnąć.
Po 7 rano wybrałam się do sklepu. Dzieciaki marzną na przystanku,
czekając na autobus, a ja śmigam do sklepu.
Bułki, serek, jogurcik, jakieś mięsko i można iść do kasy.
Nie, nie.. jeszcze świeczki, bo ładnie pachną, a i storczyk, bo w sumie ładny i w dobrej cenie.
Rachunek 70zł, a miałam iść tylko po bułki. Teraz czas na śniadanko,
jakieś bajki, herbatka i łóżko, bo kto ciężarnej zabroni ?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz